Co zwiedzić w Opatiji (Chorwacki kurort)
chorwacki kurort, do którego Polacy wracają od ponad stu lat
Co zobaczyć w Opatiji
Co zwiedzić w Opatiji - kurort, który lekarze przepisywali na receptę
Opatija to nie jest Chorwacja, jaką znasz z pocztówek z Dalmacji - to kawałek wiedeńskiej secesji nad ciepłym Adriatykiem. Sprawdź, co zwiedzić w Opatiji, gdzie zjeść najlepszy brodet i dlaczego od stu lat przyjeżdżają tu Polacy. Jeśli planujesz dłuższą trasę przez Europę, zajrzyj też do mojego przewodnika
Utworzyłem mapkę w Google maps z opisywanymi miejscami. Gotowiec dla Ciebie
📍 Mapa miejsc:
link do Map Google
Jechałem do Chorwacji uprzedzony. Kiedy żona rzuciła „Adam, jedziemy do Chorwacji", w głowie od razu zapaliła mi się czerwona lampka: Split, Trogir, tłumy, naciąganie turysty na każdym kroku, ceny, które potrafią zepsuć humor szybciej niż deszcz. Powiedziałem więc: dobra, ale pierwszy przystanek wybieram ja. Spojrzałem na mapę i znalazłem miasto, o którym wtedy nie wiedziałem prawie nic - Opatiję. To, co odkryłem na miejscu, kompletnie wywróciło moje wyobrażenie o chorwackich wakacjach. I właśnie o tym, co zwiedzić w Opatiji i dlaczego warto tu przyjechać dłużej niż na jeden dzień, jest ten tekst.
Miasto, które wymyślili lekarze
Zacznijmy od ciekawostki, która ustawia całą resztę. W XIX wieku lekarze z całej Europy wypisywali pacjentom na receptach dosłownie jedno słowo: Opatija. Był to słynny i skuteczny kurort, specjalizujący się w leczeniu chorób płuc. Przyjechał tu między innymi Stanisław Witkiewicz, ojciec Witkacego, którego syn regularnie odwiedzał. Powiem tak - przez te kilka dni faktycznie oddychało mi się lepiej. Nie wiem, czy to sugestia, czy powietrze rzeczywiście coś robi, ale po dwóch dniach poczułem różnicę. Tym bardziej że wcześniej, śpiąc w Lipsku i Monachium w hotelach z klimatyzacją, której nie dało się wyłączyć ani uchylić okna, zdążyłem się porządnie rozchorować.
Sama nazwa miasta to po chorwacku „opactwo”. I nie jest to przypadek, bo cała historia tego miejsca zaczęła się od jednego kościoła. Ale do niego dojdziemy.
Od willi nad morzem do Nicei Adriatyku
Historia turystyki w Opatiji - a właściwie cała chorwacka turystyka - zaczęła się w 1844 roku. Bogaty kupiec z pobliskiej Rijeki, Iginio Scarpa, zbudował tu willę i nazwał ją Angiolina, na cześć swojej zmarłej żony. Wcześniej Opatija była rybacką osadą liczącą zaledwie kilkadziesiąt domów. Scarpa zaczął zapraszać do willi arystokrację, potem zjawiła się cesarzowa, a za nią cały wiedeński dwór. Tak Habsburgowie zrobili z rybackiej wioski kurort, który dziś nazywa się Niceą albo Monte Carlo Adriatyku.
Co mnie urzekło najbardziej? Architektura, która w ogóle nie pasuje do reszty Chorwacji. Żadnych kamiennych, dalmatyńskich klimatów - tu rządzi austro-węgierska secesja. Człowiek czuje się, jakby ktoś wyjął kawałek Wiednia i postawił go nad morzem. Naprawdę.
Lungomare - 12 kilometrów, na których nie sposób się znudzić
Sercem spacerowej Opatiji jest Lungomare, nadmorska promenada wykuta nad skalistym brzegiem. Ma około 12 kilometrów i ciągnie się aż do Lovranu [źródło: Visit Croatia]. Jej północną część ukończono w 1889 roku, południową dopiero w 1911. Dla mnie, podróżującego z małym synkiem, była to rzecz na wagę złota - płaska, równa, idealna pod wózek. To nie jest deptak do odhaczenia w jeden dzień. Można nim chodzić kilka dni z rzędu i za każdym razem co kilkaset metrów zobaczyć coś nowego. Po drodze trafia się też zamykany, odosobniony plac zabaw przy plaży - dziecko się wybiega, a wy spokojnie popatrzycie na Adriatyk.
Kościół świętego Jakuba i park, który przywędrował z całego świata
Pamiętacie, że nazwa miasta oznacza opactwo? Tutaj zobaczycie miejsce, od którego wszystko się zaczęło - kościół świętego Jakuba. Pierwsza wzmianka o nim sięga głęboko wstecz, a przez wieki stojące przy nim opactwo benedyktynów było praktycznie jedynym budynkiem w okolicy. Cała późniejsza elegancja - hotele, wille - wyrosła wokół tego punktu.
Kilka kroków dalej leży park Angiolina, ten sam, który założył Scarpa. A że był kupcem, z każdej wyprawy handlowej przywoził rośliny - z Chin, Japonii, Ameryki Południowej, Australii. Posadził je wszystkie tutaj. Dziś rośnie tu ponad 150 gatunków, których w tej części Europy się nie uświadczy. Symbolem całej Opatiji, tym z pocztówek i magnesów, jest japońska kamelia. Trafiliśmy w kwietniu, akurat w okres jej kwitnienia - mój synek biegał między krzewami i wąchał kwiaty. Lepszego timingu nie mogliśmy sobie wymarzyć.
Gdzie zjeść - brodet, buzara i ryba prosto z palca
Teraz rzecz, dla której wielu z was tu zostanie: jedzenie. W okolicy Opatiji jest rybna restauracja prowadzona przez rodzinkę, trochę schowana, ale z najświeższymi produktami w okolicy. Można dosłownie wejść, wskazać palcem i powiedzieć „chcę to, to i to”, a oni zrobią z tego menu. Wygląda ono na długie, ale tak naprawdę to kilka produktów przyrządzonych na różne sposoby.
W chorwackiej restauracji rybnej zamawiajcie zupę. To podpis danej kuchni, gotowany na najlepszych składnikach - intensywny wywar, ryby, owoce morza. A poza zupą są dwa dania, których w Chorwacji spróbować trzeba koniecznie. Pierwsze to brodet - rybna potrawka, którą każda restauracja robi po swojemu: ryba, owoce morza, ośmiornica albo kalmary, podawane z polentą. Drugie to buzara - sposób przyrządzania owoców morza na oliwie z czosnkiem i pietruszką, rzadziej z odrobiną octu i wina, zagęszczany bułką tartą. Możecie zamówić w tej formie same krewetki, same małże albo miks.
W centrum miasta odkryłem jeszcze jedną restaurację - Roko. To do niej wracałem po brodet, istryjski gulasz rybny z polentą: gęsty, pomidorowy, z czosnkiem, z rybą, która lekko się rozpada. Dokładnie to, co smakowało mi tu najbardziej. Nie są to najtańsze dania, ale jak na Chorwację cena pozostaje rozsądna. I jest haczyk historyczny - na elewacji tuż przy Roko wisi tablica upamiętniająca Leo Sternbacha, urodzonego w Opatiji chemika, który pracując dla szwajcarskiej Roche zsyntetyzował jako pierwszy na świecie benzodiazepiny. Tego samego Valium, które przez kilkanaście lat było najczęściej przepisywanym lekiem na świecie. Co ciekawe, jego ojciec, krakowski aptekarz, przeprowadził się do Opatiji właśnie po to, by prowadzić tu aptekę uzdrowiskową.
Na coś słodkiego pójdźcie kawałek dalej, do Strauss Café. I tu moja ulubiona ciekawostka z całej podróży. Zauważcie - każdy kraj naszej części Europy ma swoją kremówkę. My mamy papieską z Wadowic, Chorwaci mają svoją kremšnitę. I każdy naród jest absolutnie przekonany, że to właśnie jego wersja jest najlepsza na świecie. A tak naprawdę wszędzie jest to samo ciastko pod inną nazwą: kruche ciasto, warstwa budyniowego kremu, cukier puder.
Polskie ślady, na które natkniesz się przypadkiem
Tego się nie spodziewałem. Opatija jest pełna polskich tropów. Henryk Sienkiewicz był tu trzy razy i mówi się, że to właśnie tutaj świętował Nagrodę Nobla; niektórzy twierdzą nawet, że pisał tu fragmenty „Quo Vadis”. Upamiętnia go popiersie. W 1914 roku, na zalecenie lekarza, przyjechał tu na pobyt zdrowotny Józef Piłsudski - jego osobę upamiętnia tablica odsłonięta w 80. rocznicę odzyskania niepodległości. Bywali tu również Żeromski i Mościcki.
To jest dziwne i piękne uczucie. Stoisz nad Adriatykiem, mijają cię Niemcy, Chorwaci, nikt wokół nie rozumie, co napisano na tablicy - a ty nagle czytasz o Sienkiewiczu i Piłsudskim. To miejsce nie jest dla nas, Polaków, żadnym świeżym odkryciem. Przyjeżdżamy tu od ponad stu lat.
Czy Opatija jest dla rodzin z dziećmi?
Wracam do pytania, od którego zaczynałem całą tę podróż: które chorwackie miasto jest przyjazne rodzinom z dziećmi? Po kilku dniach mam jasną odpowiedź - Opatija. Długi, płaski deptak pod wózek, zamykane place zabaw przy plaży, ciepła woda, życzliwi ludzie i jedzenie, do którego chce się wracać. W naszej willi z apartamentami na wynajem spało niemieckie małżeństwo, które przyjeżdża tu od ponad trzydziestu lat i tylko tu. To mi dało do myślenia. W Splicie spodziewałem się, że odhaczę punkty i pojadę dalej, bo zabraknie zajęć. W Opatiji ani razu nie poczułem, że nie ma co robić.
Protipy
1. Spaceruj Lungomare odcinkami o różnych porach - rano w stronę Lovranu jest pustawo i chłodno, idealnie z wózkiem; tłum pojawia się dopiero po południu bliżej centrum.
2. Po brodet idź do Roko w centrum, ale po słodkie przejdź te kilkadziesiąt metrów dalej do Strauss Café - kremšnita smakuje tam najlepiej, a wybór ciastek jest spory.
3. Park Angiolina zaplanuj na kwiecień, jeśli możesz - to okres kwitnienia japońskiej kamelii, symbolu miasta; w innych miesiącach zobaczysz zieleń, ale nie ten konkretny kwiat z pocztówek.
FAQ
Ile dni warto spędzić w Opatiji? Spokojnie trzy do pięciu. Dzięki 12-kilometrowej promenadzie Lungomare i okolicznym miasteczkom (Lovran, Volosko) codziennie zobaczysz coś innego. To nie jest miejsce na jednodniowy przystanek.
Czy Opatija jest droga? Drożej niż w głębi kraju, ale taniej i spokojniej niż w obleganym Splicie czy Trogirze. Jedzenie w dobrych restauracjach jak Roko nie jest najtańsze, lecz cena pozostaje rozsądna jak na nadmorski kurort.
Czy Opatija nadaje się dla rodzin z dziećmi? Tak, i to bardzo. Płaski deptak pod wózek, zamykane place zabaw przy plaży, ciepła woda i mnóstwo zieleni w parku Angiolina. To jedno z najbardziej przyjaznych rodzinom miast na chorwackim wybrzeżu.
Co koniecznie zjeść w Opatiji? Zupę rybną, brodet (istryjski gulasz rybny z polentą) i buzarę (owoce morza na oliwie z czosnkiem). Na deser chorwacką kremšnitę - kuzynkę naszej kremówki.
Czym Opatija różni się od reszty Chorwacji? Architekturą i klimatem. Zamiast kamiennej Dalmacji dostajesz austro-węgierską secesję - eleganckie wille i hotele, które wyglądają, jakby przeniesiono je z Wiednia nad morze.
Film z Opatiji na Youtube
Cały spacer po Opatiji - Lungomare, park Angiolina, talerz brodetu w Roko - pokazałem na wideo na moim kanale YouTube. Zobacz film i sam oceń, czy to nie najpiękniejszy kawałek Chorwacji
A jeśli planujesz tam jechać z dzieckiem i masz pytania, napisz do mnie na Instagramie @1.adam.bil chętnie podrzucę namiary na restauracje i nasz nocleg. Znasz kogoś, kto właśnie wybiera się do Chorwacji? Wyślij mu ten tekst.













